Najstarsze dzieje Koziegłów

(Część pierwsza o mężu zacnym)

Drogosław h. Zerwikaptur – łowca niewolników

Najsłynniejszy polski heraldyk – Bartosz Paprocki (1543-1614) zamieścił w swoim równie słynnym dziele Herby rycerstwa polskiego (1584) taką wzmiankę o Koziegłowach:

…O klejnocie zerwikaptur tak rzeczonym, który ma być trzy głowy kozie szaro-ciemne w polu brudnem – którym się przypatrzywszy, czytać będziesz o przodkach i o potomstwie ich. Długosz niechętny będąc przodkom herbu tego, niełaskawie ich wspomina, wszakoż Anonimos opowieda przodka herbu tego Drogosława mężem wielkim, który zakładał wieś Koziegłowy w roku 1106…

[R1-1] Rycerz Drogosław h. Zerwikaptur założyciel wsi Koziegłowy w roku 1106

Powyższy cytat nie wymaga tłumaczenia, jednak pewne uwspółcześnienie pomoże w jego dalszej analizie. Dzisiaj byłoby bardziej tak:

Główne figury w herbie zwanym Zerwikaptur, to trzy kozie głowy w kolorze ciemno-szarym, ułożone pionowo na tarczy jasno-szarej. Patrząc na nie, masz odnieść wrażenie, że ród to stary mający swoich przodków i rozległe potomstwo. Jan Długosz nie miał szacunku do ludzi związanych z tym herbem i niechętnie ich wspominał, jednak Anonim przedstawił przodka herbu tego Drogosława, jako męża zacnego, który to wieś Koziegłowy w roku 1106 zakładał.

Niestety we współczesnym wydaniu Kroniki polskiej – Galla Anonima, brak jest jakiejkolwiek wzmianki o Drogosławie czy o innych rycerzach wymienionych z imienia. Jedynym takim wyjątkiem jest skromna notka o rycerzu Żelisławie. Nie próbujmy jednak podejrzewać, że Paprocki w zacytowanym wyżej fragmencie powoływał się na jakiegoś innego Anonima, niż Gall, bo na kolejnych stronach swojego herbarza, gdzie pisał o Bolesławie Krzywoustym, też cytował Anonima i używał tych samych słów, co przy Drogosławie: Anonimos opowieda. Np. Sami Niemcy pieśni o męstwie i czułości jego składując śpiewali, także Anonimos opowieda łacińskim wierszem pisanym w te słowa. Boleslae, Boleslae Dux gloriosissime…

Kto więc wyrwał kartkę z kroniki Galla Anonima o mężu zacnym i Koziegłowach?

Trochę światła rzucają na ten temat prace Augusta Bielowskiego (1806-1876), autora wielotomowego Monumenta Poloniae Historica. Według jego badań pierwszą kopię kroniki Galla odnalazł biskup Adam Stanisław Grabowski i wydrukował w roku 1749. Drugą kopię odnalazł Tadeusz Czacki (przyjaciel i współpracownik urodzonego w naszym Gniazdowie, Michała Hieronima Juszyńskiego 1760-1830) i wydał ją w roku 1824. Trzecią najmniej zniszczoną kopię przekazała Bibliotece Zamoyskich rodzina Łaskich i ta wersja rękopisu z 1848 roku jest dostępna współcześnie. Oryginału Kroniki nie odnaleziono do dzisiaj. Bielowski dokonał przeglądu polskich dzieł historycznych i zapewnia nas, że Kronikę zasobniejszą w stronice czytali nasi najstarsi historycy, a wśród nich Wincenty Kadłubek (1150-1223), Jan Długosz (1415-1480), Marcin Kromer (1512-1589), Stanisław Sarnicki (1532-1597), Jan Herburt (1524-1578) i wspomniany już Bartosz Paprocki. Bielowski podkreśla szczególnie znajomość kroniki przez Paprockiego, który często powołuje się na to źródło i równie często je cytuje.

Bielowski pisze: Paprocki miał pod ręką odmienny nieco rękopis kroniki Galla, którego Anonimem zowie. Dalej przytacza za Paprockim pewne fragmenty Kroniki, których brak było w innych kopiach, albo miały inne brzmienie. Ta wiedza pozwala na wniosek, że Kronika polska – Galla Anonima, którą trzymał w rękach Paprocki miała jeszcze wszystkie kartki, a przynajmniej mniejszy ich ubytek.
Wracając do historii Drogosława wiemy, że na początku roku 1103 książę Bolesław III Krzywousty bardzo hojnie nagradzał swoich poddanych, a wszystko z okazji swego ślubu ze Zbysławą, córką księcia kijowskiego Świętopełka II. Gall tak wspomina to wydarzenie: Przez osiem więc dni przed ślubem i tyleż dni po oktawie zaślubin bez przerwy rozdawał waleczny Bolesław podarunki, jednym mianowicie szuby i futra kryte suknem i obramowane złotą frędzlą, książętom szaty, naczynia złote i srebrne, innym miasta i zamki, innym wreszcie wsie i włości.
Może właśnie wtedy Drogosław otrzymał kawał dzikich włości w naszej okolicy. Jeśli tak, to był to zapewne przywilej lokacji wsi na surowym korzeniu, czyli terenie wymagającym karczunku. Nie trudno się domyśleć, za co Drogosław taką nagrodę otrzymał, bo też Gall stale to wyjaśnia pisząc w swoim dziele o niezliczonych zwycięstwach księcia Bolesława i jego mężnych wojach.

[R1-2] Stary kościół w Koziegłówkach.

Spróbujmy sobie wyobrazić centrum dzisiejszych Koziegłówek bez kościoła św. Antoniego. Wtedy zobaczymy duży pusty rynek i stary kościół jak ten na fotografii w południowo – zachodnim kącie. Budowa nowego kościoła (1903-1908) ograniczyła tamtą przestrzeń i zmieniła stary ład. Lokacja na surowym korzeniu (1106) była jak widać pierwszym planem zagospodarowania przestrzennego dla Koziegłów, później Starych Koziegłów, a teraz Koziegłówek. Oparta na prawie polskim wskazywała miejsce gdzie ma stanąć kościół i jak powinny przebiegać ulice. Inne regulacje w prawie lokacyjnym dotyczyły czynszów i okresów ulgi od podatku, czyli lgoty. Tak powstawały na mapach – Lgoty, Ligoty, Wole i Wólki wiążące kmieci z dzierżawioną im ziemią. Dziś nazywamy takie tereny specjalną (uprzywilejowaną) strefą ekonomiczną. Pozostałością tamtego projektu są nasze wsie: Lgota Górna, Lgota Mokrzesz i Lgota Nadwarcie.

Paprocki za Długoszem wyjaśniania dalej, jak to potomkowie Drogosława utracili swoje Koziegłowy:

… Potem było potomstwo jego zswawolniało w częste interregna (bezkrólewie) jak ludzie kozaccy ukrainni za panowania Kazimierza monarchy syna Bolesławowego pokarane było i te mu Koziegłowy odjęto, które Mikołaj wojewoda krakowski otrzymał z domu Lisów; i zamek w nich założył; pisało się potem potomstwo jego de Koziegłowy.

Historyk opisuje przyczynę swawolności tych ludzi dla tego, że przez długi czas byli na służbie rzplitej (Rzeczpospolitej) a nie płacono im żołdu, oni potem zebrawszy do siebie towarzystwa, najeżdżali domy możne, brali a przedawali w niewolę, i dla tegoż o nich pisze fures et latrones (złodziejstwo i rozbój)…

Na użytek złej sławy potomków Drogosława, ktoś wymyślił jeszcze legendę o dwóch zbójach: Sobku i Daczce, ale Marcin Bielski (1495-1575), któremu się to przypisuje nie ma z tym nic wspólnego. W obronie herbowych Zerwikaptur staje w ostatnim zdaniu sam Paprocki, zaświadczając o tych, których zna, że to ludzie cnotliwi.

… Wieku mego było wiele potomstwa przy granicach węgierskich,wszakoż tylko najpewniej wiem o Cieszkowskich u Sącza, ludziach cnotliwych, których jest dom rozrodzony. Inszych znać ani wiedzieć o nich mogę…

Z cytowanych wyżej fragmentów tekstu Paprockiego dowiadujemy się o niechęci Długosza do potomków Drogosława z powodu ich fures et latrones. Jednak kronikarz jakby sam temu zaprzecza i ich rozgrzesza. Przyznaje, że przez długi czas służyli Rzeczpospolitej, a żołdu nikt im nie płacił. Pilnowanie w tamtych czasach granicy Małopolski ze Śląskiem to stałe kłopoty z obcym rycerstwem, a już na pewno ze zwykłymi rabusiami. Kiedy było spokojniej to i tak wypadało utrzymywać w gotowości większą ilości koni i żelaza do walki. Koszty, więc rosły a żołdu nikt nie płacił. Bieda dokuczała jeszcze bardziej, kiedy ktoś został okaleczony albo poległ w boju i osierocił dzieci. Wypada, więc w tym miejscu zadać pytanie, czy aby Ich Możność Krakowska skarżąca się na zeswawolniałych w służbie nie zapomniała o swoich obowiązkach wobec Rzeczpospolitej i czy taka postawa różni się wiele od fures?
Długosz nauczył się widać sposobów ucieczki od niewygodnych prawd od Anonima, a tamten w podobnych okolicznościach używał wykrętu długo by o tym pisać i przechodził do następnego tematu. Może wypadało Długoszowi przemilczeć prawdziwe okoliczności, w jakich wojewoda krakowski Mikołaj przejął majątek potomków Drogosława? A może król Kazimierz Sprawiedliwy potrzebował jakiegoś pretekstu o złej sławie Zerwikapturów koziegłowskich, aby ich majątek przejąć? Najpewniej jednak zmiana właściciela Koziegłów, (o czym nieco niżej) dokonała się już po nagłej i podejrzanej śmierci króla w 1194 roku. Król, jak pisze Stanisław Chwalczewski. (…wypywszy trunek pretko padl… -Kronika Polska 1549 r.) Nie wiemy też, czy zebrane przez potomków Drogosława towarzystwa, o których pisze Długosz to najemni zbóje, czy może jeszcze inni skorzy do nieposłuszeństwa pokrzywdzeni.

(Część druga o mężu ponurym)

Po trzech latach od ukazania się powyższego artykułu w książce Koziegłowy i Wolna Wieś Gniazdów, gdzie jest o mężu zacnym, teraz dodatek o Drogosławie – mężu ponurym. Do takiego spojrzenia zachęca artykuł Tomasza Borówki pt: Niewolnictwo u zarania dziejów Polski – łapacze, handlarze i żywy towar. (Całość w miesięczniku Nasza historia wydanie 10/2017) Pan redaktor Dziennika Zachodniego odwiedził nasze miasto i pochwalił się nie lada spostrzeżeniem. Otóż wyjaśnił rzecz pozornie prostą, czego nie zrobili wcześniej Bartosz Paprocki, a później Henryk Sienkiewicz pisząc o rażącej sile miecza Zerwikaptur w rękach Longinusa Podbipięty. Nie popisały się również moje opasłe słowniki. Teraz już wiemy, że nazwa Zerwikaptur ma związek z łacińskimi wyrazami, Servi Captum (Captura – Captus), które znaczą tyle, co – łowca niewolników. A skoro tak to trzeba przyznać więcej racji Długoszowi, który o koziegłowskich potomkach Drogosława pisał niegrzecznie nazywając ich fures et latrones (złodziejstwo i rozbój). Widać tu, że nie tylko Wikingowie łowili ludzi czyniąc z tego rzemiosło i narzędzie zysku, ale i nasi podkrakowscy mają w tym swój udział. Słowian z północy nazywano ludem barbarzyńskim, ludem niewiernym i pogańskim. Długo byli traktowani jak towar i zwierzyna łowna. Pojmane stada barbarzyńców docierały rzekami i lądem m.in. na Bliski Wschód gdzie ciało kobiety i mięśnie mężczyzny miały wysoką cenę. Nie trudno się domyśleć, jakie straty niewolników w przeliczeniu na srebro, sukno i żelazo powstawały na tym niewolniczym szlaku. Aż się prosi, aby w tym miejscu kolejny raz zacytować Galla Anonima, który to chwaląc księcia Krzywoustego, tak pisze o spustoszeniu Prus przez Polaków.

A niestrudzony Bolesław zimową porą bynajmniej nie zażywał wywczasów jak człowiek gnuśny, lecz wkroczył do Prus, krainy północnej, lodem ściętej, podczas gdy nawet władcy Rzymu, walcząc z barbarzyńskimi ludami, zimowali w przygotowanych [na to] warowniach, a nie wojowali przez całą zimę. Wkraczając do Prus, z lodu na jeziorach i bagnach korzystał jakby z mostu, bo nie ma do owego kraju innego dostępu, jak tylko przez jeziora i bagna. A przeszedłszy jeziora i bagna i dotarłszy do kraju zamieszkałego, nie zatrzymał się na jednym miejscu, nie oblegał grodów ani miast, bo ich tam nie ma, gdyż kraj ten jest broniony przyrodzonymi warunkami i naturalnym położeniem na wyspach wśród jezior i bagien, a ziemia podzielona na zręby dziedziczne między wieśniaków i mieszkańców.

A zatem wojowniczy Bolesław, rozpuściwszy zagony wszerz i wzdłuż po owym barbarzyńskim kraju, zgromadził niezmierne łupy, biorąc do niewoli mężów i kobiety, chłopców i dziewczęta, niewolników i niewolnice niezliczone, paląc budynki i mnogie wsie; z tym wszystkim wrócił bez bitwy do Polski, choć właśnie bitwy ponad wszystko pragnął.

Nie może też ujść naszej uwadze i to, że właśnie w tej drużynie Krzywoustego i przy tej brudnej robocie zyskał sławę Drogosław założyciel wsi Koziegłowy w roku 1106. Najpewniej tam dorobił się przydomku Zerwikaptur (łowca niewolników) i prawa do lokacji wsi. Długo by o tym pisać, ale powinniśmy się teraz zająć jeszcze innym tematem.

Żabi Kruk (g)
(Poggenkrug)

Tomasz Borówka – autor artykułu o średniowiecznym niewolnictwie życzliwie się czepia innej legendy naszego miasta mówiącej o tym, jakoby pierwotna nazwa miejsca, w którym powstawały później Koziegłowy (Nowe Koziegłowy) to Żabi Kruk.
I znów pytanie, cóż to mogło znaczyć? Interesujących hipotez na ten temat dostarcza archeolog Zdzisław Skrok, autor książki pt. Czy Wikingowie stworzyli Polskę? Dowodzi w niej, że wiele miejsc historycznych w Małopolsce np: Naszacowice, Kalwaria Lanckorońska, Biegonice, Trzcinica, Wietrzno, Wietrzychowice i Stradów to nie osady mieszkańców, a sezonowe obozowiska, gdzie gromadzono zapasy i siły do dalszej wędrówki. Autor T.B. dowodzi, że spolszczona nazwa Żabi Kruk (g) przyszła z Niemiec (Poggenkrug) i oznacza gospodę i stację podróżną. Nadal w Szwecji knajpa to krog, zaś w Danii słowo to określa zakole rzeki.
I rzeczywiście szukając w synonym von Wörtern poggenkrug dowiadujemy się, że Poggen to słowo staro niderlandzkie, zaś krug to słowo niemieckie. Tłumacząc na polski razem oznaczają Żabią Gospodę. Taką szałasową tawernę, (łac. taberna) skleconą naprędce i byle jak. Słowo krug miało zagwarantować, że do gospody trafią także podróżni z Zachodu. Historia ciągle dowodzi, że wędrowali tędy Żydzi z północnej Europy nazywani Aszkenazi. Już w XI wieku ta migracja przybierała na sile. Zdarzało się, że Aszkenazi byli wypędzani z tamtych terenów i musieli szukać nowych miejsc osiedlenia w Polsce, Czechach i dalej na Wschodzie.
Nazwy niemieckie, a szczególnie określenia techniczne do dziś napływają od strony Woźnik. Tak było z koziegłowskim rynkiem, który w przywileju Jana Starszego z 1472 r. nazywany jest ringiem, a rathaus – ratuszem. (…Radnym szczególnie też i mieszczanom naszym, pozwalamy na urządzenie ratusza na pośrodku ringu…).

Przy braku bitych dróg ważną rolę na tym szlaku odgrywały rzeki. Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, ale nasz Boży Stok z dorzecza Warty, niezmeliorowany i niesprowadzony jeszcze do godności rowu też pełnił pożyteczną rolę. Poruszał koła młyńskie i dostarczał ryb. Jedno ze starszych zdjęć tej rzeki i grube warstwy torfu w dolinie Sarniego Stoku pozwalają przypuszczać, że coś było na rzeczy.

[R1-3] Rzeka Boży Stok – widok zza stodół przy ul. Wojsławickiej.

Żabim Krukiem nazwano jeszcze kilka miejsc w Polsce. Tak też mokradła wokół Wawelu. Obecnie osuszona części starego miasta przy Plantach, która na początku XIX wieku wyrosła na terenach zalewowych (Obecnie ul. Żabia i sąsiednie). Bagna te miały przez wieki znaczenie obronne. Kamienny zamek warowny w Koziegłowach też chroniły bagna i można tu zażartować, że pod tym względem był podobny do Wawelu. Z tych powodów Szanowni Państwo (decydenci, zapaleńcy i miłośnicy) warto byłoby głębiej i szerzej odkryć archeologiczną spuścizną koziegłowskiego zamku na bagnach, wszak badania z roku 1970 miały tylko zakres sondażowy i wiele skarbów jeszcze w ziemi.
Spekulując – gdzie to koziegłowska restauracja Pod Ropuchą mogła stać, dochodzę do wniosku, że nigdzie indziej jak tylko na dzisiejszym zamczysku. To coś na mapie kupieckiego szlaku musiało mieć choćby małą wieżę. Od zamczyska prowadzi też bardzo stara droga od strony Wylągów, którą do zamku, a później prosto na południe ku słońcu. Przy tej drodze leży długie pole zwane Kozodrze. Wymieniano je już w inwentarzach z XV wieku. Dziś już nie takie długie, bo stale je ktoś dzielił na przymiarki i pół przymiarki. Campo (kampus) Kozodrze znaczy tyle, co kosodrzewina lub krępulec. Sosnowy krępulec nie mógł na tym kampusie podrosnąć, bo czymś trzeba było palić pod kotłem, a i zwierzynę łatwiej było wypatrzeć po takiej trzebieży. Droga wzdłuż Kozodrza przetrwała do dzisiaj i prowadzi od ruin zamku do Wojsławic Małych.

Zamek na bagnach

Wypiętrzony kopiec otoczony fosą i pozostałości kamiennych fundamentów świadczą niezbicie o tym, że Koziegłowy miały kiedyś zamek warowny. Maleńkie podgrodzie, na którym można było swobodnie zawrócić tylko jeden zaprzęg konny podpowiada nam, że był to zamek niewielki. Okalała go podwójna fosa, ale większą przeszkodę w jego zdobyciu stanowiły rozległe bagna i dość wysokie mury. Z tych powodów musimy przyjąć, że zamek był średnio bezpieczny i średnio odporny na ataki wroga. Trudno go też podejrzewać, że był rezydencją dla pierwszych i kolejnych dziedziców koziegłowskich. Byłoby w nim za ciasno, za wilgotno, a w zimie za mało przytulnie. Wiedzy o wyglądzie zamku opartej na pewnych źródłach prawie niema a to, co mamy opiera się głównie na skromnych badaniach archeologicznych. Ten stan rzeczy sprzyja różnym legendom i domysłom. Największą fantazją w tym względzie popisał się popularny redaktor Marian Kantor Mirski, który w latach 1932-1935 w Dziejach Zagłębia Dąbrowskiego tak opisał szwedzki potop w Koziegłowach. „W roku 1655 Szwedzi ciągnąc na Kraków przystąpili do zdobywania zamku. Ustawiwszy armaty na wzgórzach Gniazdowa i Siedlca rozpoczęli bombardować twierdzę. Gdy atak z tej strony się nie udał, przewieziono działa na wzgórza Koziegłówek i stamtąd zarzucono zamek pociskami. Przez kilka dni bronił zaciekle zamczyska ówczesny burgrabia i starosta Jacek, Stanisław Kawecki z Kawęczyna, lecz widząc walące się mury i szczupłą garść obrońców opuścił w nocy twierdzę uchodząc z żoną, dzieckiem i gromadka żołnierzy do Siewierza. Gdy wstał ranek, Szwedzi zdwoili ogień armatami, zamieniając zamek w ruinę”.
Czysta zakrapiana fantazja, ponieważ zamek już 200 lat przed potopem szwedzkim (1655) popadł w ruinę. Rozsypanym kamieniem utwardzono drogę do Gniazdowa.

[R1-4] Obecny stan grodziska zamkowego

W roku 1967 archeolog Włodzimierz Błaszczyk przeprowadził na zamczysku koziegłowskim badania, z których wynikało, że Żabi Kruk był otoczony dwoma wałami pierścieniowymi. Zewnętrzny niezbyt wysoki był wzmocniony gliną, kamieniem i palami z drewna. Wał ten chroniła przed erozją faszyna wierzbowa. Wał zaznaczał granice pierwszej fosy i miał za zadanie utrzymanie większych zasobów wody wokół grodziska. Drugi wał bliżej kopca zamkowego był wykonany z tych samych materiałów i oblicowany kamieniem wapiennym na zaprawie glinianej. Był wysoki na jakieś 3 metry i szeroki na 10 metrów. Część tej szerokości (poniżej muru, a wyżej lustra fosy) była wykorzystywana na drogę wałową. Wyżej zaś na murze licującym wał była ścieżka dla strażników. Obserwowali oni teren szczelinami w palisadzie drewnianej, która chroniła ich przed strzałami z łuków i kusz.

[R1-5] Ciężkie groty do kusz i nożyk (brzytwa) wykopane przy fosie zamku
[R1-6] Prawdopodobny wygląd zamku na podstawie badań archeologicznych pod kierownictwem doktora Włodzimierza Błaszczyka

Centralne wzniesienie zamkowe (kopiec) miał ok. 7 metrów wysokości i średnicę przy podstawie około 50 m. Wzniesienie po zewnętrznym obwodzie było wzmocnione palami dębowymi. Na tym sztucznym wzniesieniu stał zamek kamienny otoczony murem obwodowym. Dziedziniec zamkowy był wyłożony brukiem kamiennym. Zamek miał dwie wieże, pierwszą czworokątną (9×9) po stronie wschodniej, która dźwigała znad lustra fosy fragment zwodzonego mostu. W związku z takim obciążeniem była wzmocniona przyporami. Druga wieża stała po zachodniej stronie dziedzińca i stanowić mogła część mieszkalną i obserwacyjną. Przed fosami po wschodniej stronie wzniesienia na otwartej i dostępnej przestrzeni znajdowało się niewielkie podgrodzie. Miało ono zaledwie 800 metrów kwadratowych powierzchni. Było to tzw. majdan, czyli zaplecze gospodarczym dla ludzi i zwierząt. Tu mogła funkcjonować prymitywna tawerna zwana Żabim Krukiem. Wiele cennych odkryć z tamtych badań archeologicznych (kafle, srebrne monety i okucia) znajduje się teraz w depozycie Muzeum w Częstochowie. Te i inne pamiątki mogą wrócić do Koziegłów, jeśli stworzymy tu jakieś przyzwoite warunki. Wiele z tych odkryć ciągle jeszcze przed nami, a szczególnie skarby zamulone w dnie podwójnej fosy, która i w tamtych czasach służyła za śmietnik. Budowniczym tego kamiennego zamku najprawdopodobniej był Mściwoj z Kwiliny, a hipoteza ta ma poparcie w nieodległym Krzelowie, gdzie na jego ojcowiźnie też wybudowano zamek na mokradłach, a obok stał dwór podobnie jak w Koziegłowach już na suchym gruncie. Tam na wysepce pomiędzy stawami też tkwią fundamenty starego zamku. Zbudował go najprawdopodobniej Mściwoj (Mszczuj) z Krzelowa, czyli ojciec Mściwoja z Kwiliny. Obaj uznawani są przez historię za budowniczych Nowych Koziegłów. Ktoś opisujący historię Krzelowa poszedł dalej i napisał, że ich zamek na mokradłach zbudował Mściwoj z Koziegłów.
O budowie koziegłowskiego zamku na bagnach przesądził najprawdopodobniej król Kazimierz Wielki, a okazją do omawiania takich projektów było spotkanie w dniu 24 sierpnia 1356 r. w dzień św. Bartłomieja apostoła w Krzepicach. Gospodarzem tego spotkania był burgrabia Prandota. Podpisano tam dokument o zmianie prawa dla wsi Częstochowa. Jednym ze świadków na tym dokumencie był Mściwoj z Kwiliny, łowczy królewski podejrzany o zbudowanie koziegłowskiego zamku pośród żabiego skrzeku. Okoliczności podpowiadają nam, że dyskusja w Krzepicach dotyczyła rozwoju tych ziem, tak by bezpiecznie związać ich resztki, czyli Wielkopolskę i Małopolskę. Można też podejrzewać, że spotkanie miało jeszcze inny ważny powód, a mianowicie uroczyste oddanie do użytku nowego zamku, który Prandota zbudował na mokradłach.  Takie współczesne przecinanie wstęgi. Była to też okazja, aby pokazać jakieś nowe rozwiązania budowlane. Najprawdopodobniej nasz Mściwoj czegoś się tam nauczył, bo postanowił  naśladować burgrabiego Prandotę tu nad Sarnim Stokiem. (Więcej na ten temat w następnym rozdziale). Po tym spotkaniu posypały się kolejne inwestycje na Jurze. Naprawiano drogi i wznoszono zamki mające chronić szlak kupiecki. Nasz zamek miał być strażnikiem na szlaku Strada Magna od Żarek przez Koziegłowy, Koszęcin i Lubliniec do Wrocławia.

Był to czas, w którym król Kazimierz podejmował wiele takich murarskich inicjatyw, a przekonanie szlachty do wydatków nie musiało być trudne, bo wszyscy wiedzieli o słabości państwa i własnego bezpieczeństwa.
W tym miejscu wypada trochę uwagi poświęcić burgrabiemu Prandocie z Krzepic. Wspomniany na samym początku Bartosz Paprocki podaje w swoim Herbarzu, że w roku 1366 niejaki Prandota z Koziegłów wydaje przyzwolenie na lokację wsi Dupice na prawie niemieckim. (Nazwę tej wsi zmieniono w roku 1929 na Piaseczno, leży k. Kroczyc, Włodowic i Morska). Czy był to ten sam burgrabia Prandota, czy też inny nie udało się udowodnić z braku dodatkowych źródeł, jednak dokument, na który powołuje się Paprocki uznaje się za bardzo pewny i musimy przyjąć, że bliżej nieokreślony Prandota mógł być również właścicielem Koziegłów albo jakiejś ich części. W następnych latach Lisowie koziegłowscy stali się właścicielami Dupic i kilku sąsiednich wsi. Tam się rozrastała giebułtowska gałąź tego rodu.

Koziegłowski Żabi Kruk dość szybko został zburzony, bo nie wspomina już o nim dokument o podziale majątku Lisów z 1439 roku, ani też Jan Koziegłowski w swoim przywileju z 1472 r. Słowo zamek występuje w jego dokumencie kilkakrotnie, ale dotyczy opisu dworu, w którym to kolejni właściciele mieli swoją rezydencję. W innych dokumentach zamek ten nazywany jest Zamczyskiem. W Gniazdowie nazywano go zomkiem, a pola w tamtej okolicy nazywano – Pod zomcyskiem. W literaturze historycznej: devastato castello scu ruine. Najprawdopodobniej stał się tą ruiną już pod koniec XIV wieku i podzielił los innych małych warowni na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Dewastacji tej mógł dopomóc spór zbrojny Władysława Jagiełły z księciem Władysławem Opolczykiem w latach 1387 -1396. Najogólniej mówiąc w sporze tym chodziło o to, kto tu rządzi, a i o to, kto ma opodatkować szlak handlowy z Wielkopolski przez Ziemię Wieluńską, której Opolczyk był lennikiem. Przed koronacją Jagiełły (1386), Opolczyk z upoważnienia króla Ludwika Węgierskiego był na ziemiach polskich jego namiestnikiem (wielkorządcą). Ludwik, w latach 1370 – 1382 był królem Węgier i królem Polski. Jeszcze długo po koronacji młodego Jagiełły, Opolczyk utrzymywał w Polsce swoje silne wpływy i dochody. To jemu zawdzięczamy sprowadzenie Paulinów na Jasną Górę i przywiezienie cudownego obrazu Matki Boskiej z Bełza na Rusi. Pojawiają się jednak i w tej kwestii jakieś wątpliwości i pobudzają historyków do dyskusji. Książę Władysław Opolczyk, jako polityk był wyjątkowo przebiegły, a własne interesy najczęściej rozstrzygał zbrojnie. Będąc też lennikiem czeskim i węgierskim spiskował z Krzyżakami i to zadecydowało, że parę lat później wojska krakowskie pod wodzą Krystyna (II) z Koziegłów dokonały najazdu na jego ziemie dzierżawne na Śląsku (Strzelce Opolskie i Gliwice). Po tym niemiłym doświadczeniu dla niego i jego majętnych braci zaniechał swoich planów rozbioru Polski pomiędzy Krzyżaków, Czechy i Węgry. Ten konflikt księcia Opolczyka z Jagiełłą mógł się bezpośrednio przyczynić do zrujnowania kilku zamków jurajskich w naszej okolicy. Kilka z tych zamków, mogło też być własnością księcia Opolczyka. Posiadanie przez niego Lublińca i Ziemi Wieluńskiej z Częstochową wymagało takiego zaangażowania w ochronę traktu handlowego do Małopolski. Na obronę tej hipotezy wyobraźmy sobie sytuację, że do Krakowa i odwrotnie można było przewozić towary dwoma drogami. Jednej strzegli ludzie Opolczyka i pobierali myto, a drugiej rycerze magnaterii krakowskiej i też pobierali myto. Tu było taniej, a tam drożej. Ktoś zapłacił za przejazd, a za kolejną skałą został napadnięty przez nieznanych zbójców. Niewątpliwie takie sytuacje mogły mieć miejsce i burzyły cały porządek. Drogi i granice państwa znów były w niebezpieczeństwie. Uzbrojone drużyny w kamiennych zamkach łatwo było przekupić i zamienić w bojówki na cudzym żołdzie. Jeśli któraś ze strażnic padła, to jej miejsce zajmowali konkurenci, albo zwykli zbóje. Zbrojna interwencja pod wodzą Krystyna (II) z Koziegłów na dobra Opolczyka miała najprawdopodobniej na celu zaprowadzenie w tym rejonie jakiegoś porządku, a na pamiątkę tych szlachetnych intencji pozostały nam ruiny. Taka też mogła być ocena tej sytuacji przez Lisów koziegłowskich, którzy jak się dalej dowiemy wymyślili króla Jagiełłę i byli od początku do końca jego doradcami.
Koziegłowski zamek, mógł też popaść w rozsypkę z przyczyn bardziej prozaicznych np. po większej ulewie woda rozmiękczyła wały i wzniesienie zamkowe. W późniejszych wiekach podobnych lokalizacji na grząskim gruncie już nie praktykowano.

Nazwa Żabi Kruk jest starsza niż czasy Kazimierza Wielkiego. To tu książę Bolesław Krzywousty posłał swojego rycerza Drogosława w roku 1106 i polecił mu pilnować granic Małopolski ze Śląskiem. Nie żeby posądzać o cokolwiek Ślązaków, a tylko przed zwykłymi oprychami, od których to Drogosław wg Jana Długosza nie był wcale lepszy. Aby się utrzymać na tym strategicznie ważnym punkcie granicznym musiał dysponować drużyną zbrojną i choćby tylko małą drewnianą warownią. Wychodzi, więc na to, że Żabi Kruk to rycerski obóz Drogosława i zalążek dzisiejszych Koziegłów.